REKLAMA

Aktualności, Kronika policyjna

Zamordował siekierą

Opublikowano 29 sierpnia 2021, autor: Michał Szczęch

W niedzielę (22.08) Beata Konaszewska, obrończyni praw zwierząt z Otynia, zajrzała do szopy. W oczy rzucił się szlauch, niedawno używany. Po chwili spostrzegła plamy świeżej krwi, rozbryzganej. Leżały też dwie siekiery. Na jednej było widać, że ktoś wycierał poplamiony trzon. Niedaleko rosły pokrzywy, które posłużyły za ścierkę.

W niedzielę przed 16 Beata Konaszewska odebrała wstrząsającą wiadomość. Dzwonił mieszkaniec Nowego Dworu, wsi w pobliskiej gminie Niegosławice. – W naszej wsi zamordowano psa, proszę przyjechać! – prosił przez słuchawkę. B. Konaszewska ruszyła.

Gdy dojechała na miejsce, dowiedziała się od mieszkańców, że słyszeli potworne wycie. Wskazali na konkretny dom. Konaszewska zapukała…

Gdzie on jest!?

Drzwi otworzyła kobieta. – Macie pieska? – zapytała Konaszewska.

– Tak, mamy ? odpowiedziała kobieta. – Musiał uciec gdzieś na wioskę ? dodała po chwili.

W progu stanął mężczyzna. Był pod wpływem alkoholu. – Pies poleciał na wioskę – powtórzył za partnerką.

– Pan zabił tego psa! ? wypaliła Konaszewska. – Gdzie leży!? Gdzie on jest!? – powtarzała w kółko. Mężczyzna oprowadził wolontariuszkę po podwórzu, po gospodarczych budynkach. Psa nie znaleźli.

Konaszewska zadzwoniła do informatora, który poprosił ją o interwencję. – Nie ma ani psa, ani śladów krwi ? zdziwiła się.

– Ale oni mają jeszcze jedną szopę ? zasugerował informator. – Nie widać jej z podwórka.

Jak w horrorze

Gdy Konaszewska poprosiła pijanego mężczyznę, by zaprowadził ją do szopy wskazanej przez informatora, ten zaprzeczył. – Nie mamy żadnej szopy ? upierał się.

– No jak nie mamy? – wtrąciła jego partnerka. – Przecież za stodołą mamy szopę z drewnem…

Konaszewska zajrzała. W oczy rzucił się szlauch, niedawno używany. Po chwili spostrzegła plamy świeżej krwi, rozbryzganej. Leżały też dwie siekiery. Na jednej było widać, że ktoś wycierał poplamiony trzon. Niedaleko rosły pokrzywy, które posłużyły za ścierkę.

– To nie ja! – zarzekał się mężczyzna.

Jego partnerka płakała. Opowiedziała Konaszewskiej, że psa przygarnęli ze schroniska ponad dwa lata temu. – Jak mogłeś to zrobić Bubelkowi? – powtarzała do swojego partnera. Z Konaszewską zaczęła raz jeszcze przeczesywać podwórko, piwnice, okoliczne drogi i krzaki. Do poszukiwań dołączyli policjanci.

Jak tak można!?

Po pięciu godzinach bezowocnych poszukiwań Konaszewska usłyszała krzyk. Dobiegał z sąsiedniej posesji. – Coś ty kurwa zrobił!? ? krzyczał sąsiad. Po chwili podbiegł do Konaszewskiej. – Tam pies leży! ? wskazał za płot. – Zamordowany! Jak tak można!?

Konaszewska przeskoczyła przez płot. Pies leżał w dziurze, wśród gruzu. Z roztrzaskaną głową.

Policjanci skuli właściciela zwierzaka w kajdanki, mimo że cały czas powtarzał, że to nie on. Zawieźli go najpierw nad dziurę. – To pana pies? – zapytali. – Tak, to mój pies. Ale to nie ja ? powtórzył i spuścił głowę. Na klapkach i spodniach mężczyzny policjanci dostrzegli ślady krwi, które zabezpieczyli do badań. Mężczyznę zabrali na komendę.

– Niech ten morderca lepiej nie wraca do naszej wioski, bo u nas on życia mieć nie będzie ? pomstowali mieszkańcy w kierunku sąsiada odjeżdżającego w radiowozie.

Okrutnie cierpiał

– Gdybym miała możliwość wymierzenia kary, to bym jego wrzuciła do tej dziury, żeby popatrzył w oczy temu psu, który, choć nie żył, to oczy miał cały czas otwarte ? mówi Konaszewska przez łzy. Do dziś nie może zrozumieć, jak ktoś mógł być tak okrutny. – Przecież ten pies, gdy był mordowany siekierą, okrutnie cierpiał.

„Szprotawscy policjanci zatrzymali mężczyznę, który dokonał zabójstwa swojego psa, a następnie wyrzucił zwłoki w zarośla” – poinformowała w środę Powiatowa Komenda Policji w Żaganiu. „64-letni mężczyzna usłyszał zarzut uśmiercenia zwierzęcia ze szczególnym okrucieństwem. O jego losie zadecyduje sąd ? mężczyźnie grozi do pięciu lat pozbawienia wolności”.

RAMKA

Wolontariuszki z nowosolskiego stowarzyszenia Adoptuj Psiaka ? Polska Organizacja Pomocy Zwierzętom w imieniu Bubla napisały list:

„Zacznę od tego, że w chwili, gdy to czytasz, ja już nie żyję. Chcę żeby ludzie spojrzeli na siebie, na to co robią, jak krzywdzą, żeby spojrzeli na swoich sąsiadów oraz na to co się dzieje za ich płotem. Ja już nie żyję, zostałem zamordowany z zimną krwią. Ale może od początku…

Zacznę od tego, że byłem zwany Bubel. Miałem rodzinę i byłem szczęśliwy, póki byłem małym, słodkim szczeniaczkiem. A później, gdy dorosłem, zrobiłem się duży i okazało się, że nie ma dla mnie miejsca. W Polsce co roku do schronisk lub na ulicę z tego powodu trafiają setki psów. Byłem jednym z setek zwierząt porzuconych – może po świętach, a może w drodze na wakacje?

Trafiłem do schroniska dla bezdomnych zwierząt w Głogowie. Myślałem, że umrę tu z tęsknoty, bo jakie szanse na adopcję ma duży, dorosły, nijaki z wyglądu pies? Ja taki byłem. Taki nikomu niepotrzebny Bubel.

Płakałem w kojcu za kratami, bo nie rozumiałem, co Wam ludzie zrobiłem. Przecież tak Was kochałem! Pilnowałem gdy spaliście i pocieszałem gdy płakaliście. Zawsze byłem przy Was.

Nagle przy moim kojcu pojawili się ONI. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że to właśnie ONI zakończą mój smutny żywot, WBIJAJĄC MI W GŁOWĘ SIEKIERĘ.

Tu spoczywam, na polu, w śmieciach. Wyrzucony jak worek śmieci. Za moją miłość do ludzi i zaufanie”.

Napisz komentarz »