REKLAMA

Wasze sprawy

Przy kociołku z gulaszem

Opublikowano 29 sierpnia 2021, autor: Michał Szczęch

– Przykładowo, szedłem do fryzjera i gdy ten dowiadywał się, że jestem z Polski, to nie chciał przyjąć zapłaty. Mówił „Polak Węgier dwa bratanki” i jeszcze wyciągał coś spod lady – opowiadał Tomek w niedzielę w Gołaszynie (gm. Nowe Miasteczko).

W sierpniu Tomek i Timi przyjechali z Budapesztu do Gołaszyna, do rodziców Tomka. W niedzielę, przy okazji festynu organizowanego przez miejscowe koło gospodyń, urządzili biesiadę węgierską dla mieszkańców. Serwowali węgierskie przysmaki.

Dwa kociołki

– Zwykle, jak się otwiera węgierską książkę kucharską, to zaczyna się tak „Weź łyżkę smalcu, dużą cebulę i dwie łyżki papryki…” – opowiadał Tomek przy kociołku z gulaszem. – I dla mnie to jest fajne, bardzo mi smakuje. A spotkania przy kociołkach są dla Węgrów tym, czym dla Polaków spotkania przy grillach. Niekiedy potrafi przyjść na takie spotkanie pół wioski!

W niedzielę Tomek i Timi przygotowali specjały znane i te mniej standardowe. – Na start jest zupa gulaszowa ? zachęcali. – Mamy też ziemniaki z kiełbasą paprykową. I to są dwa nasze dania z kociołka. Dodatkowo są naleśniki z mięsem, chyba najpopularniejsze węgierskie danie. Do tego bułeczki z twarogiem, takie na słono. Polecamy lemoniadę z czarnego bzu. Są pyszne węgierskie wina, różnego stylu. A pod wieczór, jak się ściemni, zapraszamy do pieczenia słoniny na ogniu. Piecze się ją na kiju, tak jak w Polsce kiełbasę. Podstawia się talerz. Słonina się wytapia. Powstaje maczanka do maczania chleba z cebulą.

Mówiąc o kuchni węgierskiej, Tomek nie mógł nie wspomnieć o rybach, które na Węgrzech serwowane są na różne sposoby. – Owszem, nie ma tam dostępu do morza, ale jest jezioro Balaton. Polecam zwłaszcza węgierską zupę rybną i skwarki rybne, smażone na oleju. Co ciekawe, Węgrzy nie wiedzą, co to jest placek po węgiersku, bo to danie wcale nie pochodzi od nich. To tak jak z ruskimi pierogami, albo z fasolką po bretońsku.

Tomek i Timi do Gołaszyna przyjechali z dziećmi: 5-letnią Veroniką i 2-letnim Viktorem. Maluchy chwyciły za koszyki z węgierskimi słodyczami i częstowały dzieci z Gołaszyna.

Dwie rocznice

– Studiowałem elektronikę we Wrocławiu. Spodobała mi się firma, która się zajmuje automatyką przemysłową. Jedyne centrum w regionie miała w Budapeszcie na Węgrzech. Na koniec studiów pojechałem tam na praktyki. Planowałem zostać góra trzy miesiące, ale tak mi się spodobało, że mieszkam tam do dziś ? opowiadał Tomek. Pochodzi z Gołaszyna. W niedzielę wspominał, jak ganiał z kolegami po okolicznych polach, jak grał w piłkę na łące. – Mieszkałem dwa domy od kościoła…

Polska i Węgry na pierwszy rzut oka wydają się bardzo różne. Tomek zwrócił w niedzielę uwagę, że ta różnica jest widoczna zwłaszcza jeśli chodzi o język. – Ale spotkałem się tam z wielką życzliwością ? zaznaczył. – Przykładowo, szedłem do fryzjera i gdy ten dowiadywał się, że jestem z Polski, to nie chciał przyjąć zapłaty. Mówił „Polak Węgier dwa bratanki” i jeszcze wyciągał coś spod lady. Gdy Węgrzy dowiadywali się, że jestem Polakiem, to zaraz mieli uśmiech na twarzy i traktowali jak najlepszego gościa. I to mi się spodobało. W Polsce Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej nie jest znany. Na Węgrzech jest bardzo celebrowany. Organizowane są festiwale i defilady na cześć polsko-węgierskiej przyjaźni!

Tomek poznawał kolejnych Węgrów, aż w końcu poznał Timi, swoją przyszłą żonę. Związek scementowali dwoma ślubami ? jednym w Polsce, drugim na Węgrzech. – Dlatego rocznicę obchodzimy dwa razy w roku.

Dwa domy

Ślub kościelny wzięli na Węgrzech. – W Polsce jest dużo jedzenia na weselu, jest dużo gier, jest wódka. Na Węgrzech jest mniej jedzenia, więcej wina, jest dużo toastów, opowiada się historie, a później porywają pannę młodą i pan młody musi ją wykupić, pieniędzmi albo innymi fantami, a po północy panna młoda już tańczy w sukni nie białej, tylko w czerwonej.

Pół roku wcześniej wzięli ślub cywilny, w Polsce. – I prawie cały Gołaszyn zrobił nam bramę. Ludzie ubrali się na ludowo. Włożyli ogrom pracy w ten rytuał. Przygotowali baner z napisem „Polak Węgier dwa bratanki”. Zapowiedzieliśmy, że odwdzięczymy się kiedyś za ten gest.

Gdy Tomek i Timi dowiedzieli się, że w Gołaszynie odbędzie się festyn, to postanowiliśmy urządzić biesiadę dla mieszkańców. – To jest nasz mały rewanż – zaśmiał się Tomek w niedzielę przy kociołku. Zaśmiał z radości, że mógł pokazać swoim dawnym sąsiadom trochę kultury węgierskiej, w której dziś żyje. – To życie na dwa domy – zaznaczył. – Gdy jestem na Węgrzech, tęsknię za Polską, za Gołaszynem, za polską kuchnią. Gdy jestem w Gołaszynie, tęsknię za Węgrami, za Budapesztem, za kuchnią węgierską.

Napisz komentarz »