REKLAMA

Aktualności, Samorząd

Tu chodzi nie tylko o smród

Opublikowano 29 sierpnia 2021, autor: Michał Szczęch

W piątek na sesję do starostwa przybyli mieszkańcy Mirocina Dolnego. Dzierżyli dwa wielkie transparenty, z napisami „STOP DLA ODPADÓW” i „NIE DLA ŚMIETNISKA”. Nie chcą rekultywacji w ich miejscowości. Skarżą się na nieprawidłowości.

Rada powiatu jest podzielona. Jedni winą za sytuację na rekultywowanym obszarze w Mirocinie Dolnym obarczają starostwo. Inni obarczają urząd marszałkowski. Niektórzy twierdzą, że winni są jedni i drudzy, bo przecież to właśnie te dwa urzędy wydawały decyzje, więc teraz powinny stać na straży ładu i porządku. A niektórzy winy nie widzą w nikim z wyżej wymienionych urzędów, bo przecież takie jest prawo, takie są przepisy. I tyle. Bo brak ustawy odorowej. Bo taka jest polska rzeczywistość, że rekultywacja polega na tym, że śmieci przykrywa się śmieciami, bo tak jest najtaniej. Bo organy ustawodawcze, bo uchwały, bo to, bo tamto, bo apele do sił politycznych niestety są nieskuteczne…

Wicestarosta Waldemar Wrześniak odpowiedzialnością za taką a nie inną sytuację obarcza przede wszystkim władze kraju, czyli tych, którzy tworzą prawo. Jest nieudolne, skoro urzędy, wydając decyzje, stosują się do tego prawa, a w konsekwencji cierpią ludzie.

W sporze o wspomnianą rekultywację, o to, czy przebiega prawidłowo, czy nie, nasze władze lokalne nie mówią jednym głosem. Szkoda, bo mówiąc jednym głosem, być może wskórałyby więcej. Niektórzy sprawiają wrażenie, jakby, siedząc w gąszczu przepisów i paragrafów, zapomnieli, że najważniejsi są ludzie i to z ich zdaniem powinno się liczyć przede wszystkim.

Mieszkańcy Mirocina Dolnego, którzy w piątek przybyli do starostwa na sesję rady powiatu, mieli sporo pretensji i żalu do lokalnych polityków, tych powiatowych, tych z urzędu marszałkowskiego. – Bo jak to jest? – pytali. – Państwo mówicie, że nie śmierdzi. A przecież my tam mieszkamy i czujemy, że śmierdzi tak, że nie idzie żyć!

Może ktoś usiądzie?

Przewodniczący rady Jarosław Suski na pojawienie się mieszkańców nie reagował przez blisko pół godziny. Ani ich nie przywitał, ani nie zaproponował krzeseł. W końcu radna Bogumiła Gramza zwróciła przewodniczącemu uwagę, że przyszli protestujący. – Może ktoś chciałby usiąść? – zapytała.

– Istotą protestu jest to, że protestujący stoją – odezwał się Suski.

Mieszkańcy słowa przewodniczącego skwitowali milczeniem. Natomiast radnej Gramzie grzecznie podziękowali i powiedzieli, że postoją. Owszem, koniec końców niektórzy usiedli, ale później, bo obrady się przeciągały.

Chodzi nie tylko o smród

W imieniu mieszkańców Mirocina głos zabrał Adrian Pikulski. Wcześniej zaprezentował radnym i władzom powiatu krótki film nagrany przez jednego z mieszkańców. Na rekultywowanym obszarze powstało bajoro, a raczej zlewnia z doprowadzonymi niewielkimi rowami, którymi do zlewni spływa śmierdząca ciecz. – Mnie to przeraża ? powiedział Pikulski. – Ta woda wygląda strasznie.

Wystąpienie Pikulskiego trwało 10 minut. Uświadomił między innymi, że wiele osób jest w błędzie, mówiąc, że w Mirocinie trwa rekultywacja składowiska odpadów. – Przecież w przeszłości składowisko znajdowało się tylko na około hektarze obecnie rekultywowanej działki, która ma 4 hektary i 14 arów ? w tym momencie przypomniał, że przecież z reszty tego obszaru tylko wydobywano żwir i piasek, że tam nigdy nie składowano odpadów. Pytał, dlaczego w takim razie rekultywacji poddano cały, tak olbrzymi obszar? – Wiemy, dlaczego tak się stało ? odpowiedział po chwili. – Urząd marszałkowski wydał taką decyzję. Starostwo mogło wgłębić się w to, mogło przewidzieć, że to nie powinno tak wyglądać. Mogło do urzędu marszałkowskiego wnieść jakieś zastrzeżenia. Niestety poszły zgody na 4 hektary i 14 arów, co dla nas jest niezrozumiałe. Mieszkańców boli, że padły słowa, że w Mirocinie Dolnym nie śmierdzi. To tak, jakby nas uderzano w policzek. Bo śmierdzi dzień w dzień. Ten teren jest małą bombą. Mieliśmy spokojną wieś, w której brak chodnika przy drodze wojewódzkiej był naszym największym problemem. A teraz my, mieszkańcy, musimy walczyć, musimy się prosić o to, żeby było dobrze, musimy bronić środowiska, które powinno być chronione z urzędu. Nasze życie nagle zostało zmienione dwoma decyzjami. Smród kiedyś przeminie. A zostanie to, co jest pod ziemią. Gdzie popłynie ta woda? Wykopali dół, woda spływa. I tak to wygląda. Gdyby nie my, mieszkańcy, to pchano by tę rekultywację do końca, byle jak najszybciej się skończyła i byle jak najmniej mieszkańców o tym wiedziało.

Pikulski wyliczał sytuacje, gdy namierzono transporty z nielegalnymi odpadami zwożonymi do rekultywacji. Były to wyrywkowe kontrole, przypadkowe. Zgłoszenia najczęściej pochodziły od mieszkańców. Kto da zatem gwarancje, że takich odpadów nie zjechało tam znacznie więcej?

Pikulski przypomniał, że niedaleko od rekultywowanego obszaru jest szkoła. – W czerwcu były sygnały, że dzieci źle się czują. Nie wiemy, czy to jest od tego. Ale w szkole śmierdziało. Chciałbym żebyście państwo wyciągnęli wnioski ? zwrócił się do władz powiatu i do radnych. – Ja się nie spodziewałem, że będę występował w starostwie z taką sprawą, mieszkańcy nie myśleli, że kiedykolwiek wyjdą na ulicę w takiej sprawie. A jednak to się stało, w Mirocinie Dolnym, w gminie Kożuchów, w powiecie nowosolskim.

To nie są żarty! 

Po Pikulskim głos zabrał Przemysław Kucko, też mieszkaniec. – Ja widziałem tę dziurę ? odniósł się do zaprezentowanego filmu. – Tam ktoś jak wpadnie, to się utopi albo zabije. Bo to nie jest zabezpieczone. Tam jest nie pięć metrów, a jakieś piętnaście. I tam woda cały czas napływa ? słowa mieszkańca, dotyczące wielkości dziury, są niezwykle istotne. Zwrócił na to uwagę radny Przemysław Ficner. Przecież niedawno urzędniczka ze starostwa przestrzegała, że jak ktoś się wwierci dwa metry w głąb rekultywowanej hałdy, to może dojść do katastrofy. A dziura jest głębsza. – O co tu chodzi!? – dopytywał Ficner.

– To nie są żarty! – kontynuował Kucko. – Proszę iść i to zobaczyć ? w tym momencie zwrócił się do wicestarosty Wrześniaka, która oznajmił, że w czwartek był w okolicach składowiska i nie czuł smrodu. Dziury też nie zauważył. – Może nie z tej strony pan był ? zasugerował Kucko. – Tam się wydarzy tragedia! Na początku było mówione, że wody gruntowe są niezagrożone. A przecież ten cały syf płynie i przesiąka do gruntu! Kto nam wtedy zapewni czystą wodę? Ludzie pobrali kredyty, pobudowali domy, ciężko na to pracowali. A teraz mój syn, zanim rano wyjdzie, to pyta „tato, śmierdzi?”. Ja mówię, że śmierdzi. Wieczorem syn pyta „tato, śmierdzi?”. Mówię, że śmierdzi. A pan mówi, że raz śmierdzi, raz nie śmierdzi ? znowu zwrócił się do Wrześniaka. – Wie pan co? To tak, jakby ktoś miał raka i mówił, że raz boli, a raz nie boli. My po prostu chcemy, żeby nam nie śmierdziało. Tego chcemy od państwa, żeby ktoś nam pomógł! Tego żądamy od ludzi, którzy są za to odpowiedzialni! A to się odbija od lewa do prawa, do burmistrza, do starosty, do wicestarosty. Odbijamy się tak długi czas i nikt nic nie wie.

Na koniec głos zabrała Krystyna Haniszewska, również mieszkanka. – Tu nie chodzi tylko o odór! Chodzi o to, co przedostaje się do ziemi. Nam pewnie to już nie zaszkodzi. Z tym będą musiały się zmierzyć następne pokolenia, nasze dzieci i wnuki.

komentarz »
  1. Marii 23 listopada 2021 11:09 - Odpowiedź

    Czasami zastanawiam się czy ludzie mają inne odczucie smrodu czy jak zawsze chodzi tylko o… kasę. Nie mam pojęcia jak radni mogą negować smród. ale z drugiej strony niektórym nie przeszkadza robactwo i „zapaszek” od własnych „zadbanych„ krów (kto nie wierzy niech poczyta https://www.prawo-budowlane.info/hodowla-krow-obok-domu-sasiadow,537,material_prawo_budowlane.html ) więc rekultywacja tym bardziej dla jednych może być uciążliwa a inni, mający w tym interes, nie będą się przejmować „byle zapaszkami” 🙁

Napisz komentarz »