REKLAMA

Wasze sprawy

Muszą walczyć o talerz zupy

Opublikowano 19 września 2021, autor: Michał Szczęch

O tym, czy pracownicom DPS w Kożuchowie, który podlega starostwu, należą się posiłki regeneracyjne, rozstrzygnie specjalistyczne badanie laboratoryjne. Już czwarte! – To wstyd i upokorzenie, że musimy o to walczyć – skarżą się pracownice.

Nasze rozmówczynie proszą o anonimowość. W DPS w Kożuchowie niektóre są zatrudnione od kilku, niektóre od kilkunastu, a niektóre nawet od ponad 20 lat. Boją się, że za krytykę stracą pracę. – Dawniej kochałyśmy przychodzić do naszego DPS, mimo że zarabiamy 2400 na rękę, a nawet mniej ? mówią. – Od 2019 roku, czyli odkąd przyszła nowa pani dyrektor (Jolanta Szatkowska ? red.), czujemy się jak w kamieniołomach. Dawniej mogłyśmy na chwilę przystanąć, porozmawiać z podopiecznymi, bo również od tego tam jesteśmy. To są przecież ludzie. Naszej pracy nie da się zaprogramować co do minuty, jak w maszynie. A właśnie to próbuje robić pani dyrektor. Każe nam pracować jak przy taśmie w fabryce.

Rafał Jaworski przewodniczy międzyzakładowej organizacji związkowej NSZZ „Solidarność”. Reprezentuje również związkowców z DPS w Kożuchowie. Pomaga pracownicom tej placówki w walce o godniejsze traktowanie. Od ponad dwóch lat zabiega również o tak zwane posiłki regeneracyjne. Te posiłki nie są wymysłem ani Jaworskiego, ani pracownic. Zgodnie z ustawą powinny być zapewnione w tych zakładach, w których wysiłek wkładany w wykonywanie obowiązków jest odpowiednio wysoki.

– Zasługujemy na te posiłki, bo pracujemy ciężko, często ponad sił ? mówią pracownice.

– Ze zleconych dwa lata temu badań wynikało, że wysiłek wkładany w wykonywanie obowiązków przez pracownice DPS w Kożuchowie jest bardzo wysoki ? potwierdza Jaworski.

Należy się

Badania wykonuje się poprzez pomiar wentylacji płuc pracownika czujnikiem przepływu powietrza. Pracownik podczas kolejnych czynności wkłada specjalną maskę. Pod uwagę brane są m.in. wiek, wzrost, masa i płeć badanego.Wpływ na wynik może mieć nawet pogoda za oknem.

Dotarliśmy do wyników badań. Zleciła je dyrektor Szatkowska. Po pomiarach, wykonanych w sierpniu 2019 roku, przez uprawnioną osobę i przy użyciu certyfikowanego sprzętu, stwierdzono, że pracę opiekunek i kąpielowych (odpowiadają za kąpanie podopiecznych) „należy zakwalifikować jako bardzo ciężką”, że na tych stanowiskach przysługują napoje i posiłki regeneracyjne (pożywne, kaloryczne i zdrowe). Wyniki badań dyrektorka podała do publicznej wiadomości dopiero po interwencji Jaworskiego w Państwowej Inspekcji Pracy. – Wcześniej dwukrotnie zignorowała moje prośby pisemne w tej sprawie – nadmienia Jaworski.

Praca ciężka

– Musimy dźwigać podopiecznych na przykład podczas kąpieli, to normalne – mówią pracownice. – Podnośnik podnośnikiem, ale to my musimy zapiąć pod podopiecznym takie jakby lejce. Żeby zapiąć, trzeba podnieść, przytrzymać. Samo się nie zrobi.

Mieszkańcy DPS, to przeważnie starsi ludzie, często schorowani, bywa, że z powykręcanymi przez choroby rękami i nogami.

– Żeby takiego podopiecznego załadować na dźwig, trzeba włożyć ogromny wysiłek, nie mniejszy, niż przy pacjentach, którzy ważą 100 kilogramów i więcej, bo również tacy się zdarzają – kontynuują pracownice. – Tak, w czasie kąpieli towarzyszy nam pan kąpielowy, ale tylko na zmianach nocnych. W trakcie dnia pana kąpielowego nie ma, są panie. Można to sprawdzić w grafiku. Pani dyrektor opowiada wszędzie, że w wyprowadzaniu podopiecznych pomagają nam panie pokojowe i pan kąpielowy, że nie powinnyśmy narzekać na ciężar. To również jest nieprawda. Przecież jak pani dyrektor widzi, że pomaga nam pokojowa, to zaraz ją karci, zaraz pyta oburzona „A co ty tutaj robisz!?”. Dlatego pokojowe, jeśli czasem nam pomagają, to w ukryciu.

Pokojowa (odpowiada za utrzymanie czystości na oddziałach): – No bo jak nie pomóc? Przecież to ludzki odruch, bo opiekunka sama nie da rady, szczególnie jak podopieczny jest sparaliżowany.

A posiłków brak

Mimo wspomnianych badań, które potwierdziły, że praca opiekunek i kąpielowych jest bardzo ciężka, dyrektorka nie przydzieliła napojów i posiłków regeneracyjnych. We wrześniu 2019 roku zapowiedziała drugie badanie. Minęły dwa miesiące. W dokumencie wysłanym do NSZZ „Solidarność” wyjaśniła: „(…) badanie wydatku energetycznego zostaje odwołane ze względu na trwający remont”. I przesunęła termin.

Drugie badanie przeprowadzono w styczniu 2020 roku. Również ono potwierdziło konieczność wprowadzenia napojów i posiłków. Dyrektorka nie wprowadziła.

Zupa do zlewu 

– Wiele razy słyszałyśmy od pani dyrektor, że nasza praca jest lekka, wiele razy nas karciła i ciągle pouczała ? kontynuują pracownice. – Boimy się chodzić nawet po wodę do dyspozytora, bo zaraz wyłoni się i zapyta „A co ty tu robisz?!” ? mówi jedna z opiekunek. Pozostałe potwierdzają. I dodają: – Pani dyrektor często w ten sposób nas sprawdza. Dzwoni na dyżurkę. Któraś biegnie z oddziału, żeby podnieść słuchawkę, a ona z pretensją „A czemu ty nie pracujesz, tylko siedzisz w dyżurce!?”. Jeśli nie odbierzemy, to będą pretensje, że nikt nie podnosi słuchawki. Albo jemy śniadanie, a ona „Dlaczego was tyle tutaj siedzi!?”. Był taki okres, że pani masażystka nosiła przy sobie kuferek, a w nim wodę i jabłko. Jadła i piła w pokojach podopiecznych, bo nie było gdzie, bo nie można. Pani dyrektor potrafi sprawdzać szafki i lodówkę, czy przypadkiem nie ma tam kotleta lub kubka zupy wyniesionego ze stołówki, czy nie ukradłyśmy. A przecież my nie kradniemy! Gdy podopieczny nie zje zupy, bo źle się czuje lub nie ma ochoty, to musimy wylać do zlewu. Pod żadnym pozorem nie możemy tego zjeść. Doszło do takiego absurdu, że jak któraś przyniesie sobie z domu na przykład jajko ugotowane na twardo, a w DPS na śniadanie były akurat takie jajka, to strach zjeść, bo może paść oskarżenie, że to jajko zostało skradzione z kuchni zakładowej. Tego się boimy. W domach nie śpimy po nocach, ze stresu. To się odbija na naszych rodzinach, na naszym zdrowiu. Boimy się chodzić do pracy.

Do trzech razy sztuka

W sierpniu 2020 roku w starostwie odbyło się spotkanie w sprawie napojów i posiłków. Wtedy z ust starosty Iwony Brzozowskiej i dyrektorki Szatkowskiej padły deklaracje, że posiłki pojawią się najpóźniej za dwa miesiące, w listopadzie. Ale się nie pojawiły.

„Sytuacja jest tym bardziej smutna, że w czasie panującej epidemii pracownicy DPS są obciążeni pracą często ponad własne siły. I zamiast ich wspierać, w niezrozumiały sposób od wielu miesięcy łamane jest prawo i naraża się zdrowie pracowników” – pisał na początku 2021 roku rozgoryczony Jaworski do dyrektorki Szatkowskiej. Odpowiedziała, że, owszem, chciała wprowadzić posiłki, ale na przeszkodzie stanął Covid. Nie tylko pozostała niewzruszona, ale zarządziła trzecie badanie. Odbyło się w marcu 2021 roku. I tym razem poszło po myśli dyrektorki. Wykazało, że ani opiekunka, ani kąpielowa nie muszą jednak dostawać napojów i posiłków, bo ich praca nie jest wystarczająco ciężka.

Odwodnienie, kręgosłupy i ścięgna 

Latem 2021 roku dwie pracownice DPS zasłabły w trakcie dyżuru. Do jednej z pracownic wezwano nawet pogotowie.

– Skoro pani dyrektor zabrała naszą wersalkę z dyżurki, na której dawniej, w czasie nocnych dyżurów, mogłyśmy na chwilę rozprostować nogi, to nie było gdzie położyć koleżankę, która zasłabła ? kontynuują pracownice. – Złączyłyśmy więc krzesła i tam ją położyłyśmy. Ratownicy medyczni, jak to zobaczyli, to aż łapali się za głowy. Bo dla nich to było nienormalne, że w tego typu placówce nie ma choćby wersalki dla dyżurujących pracowników.

Pracownica, która zasłabła, pamięta, że tego dnia był upał. Pamięta też ogromne zmęczenie. – Miałam tyle obowiązków i stresów, że nie znalazłam chwili, żeby napić się wody ? wspomina. Medyczni, którzy przyjechali, stwierdzili u niej odwodnienie.

Pracownice (jedna przez drugą):  – Wysiadają nam kręgosłupy. I ścięgna! Na zwolnieniach zdrowotnych jest obecnie kilkanaście z nas.

Fałszywe laurki

– Od półtora roku mówi się, że pracownicy DPS walczą na pierwszym froncie z Covidem. Stanęli na wysokości zadania. Teraz mają poczucie zażenowania. Bo z jednej strony klepie się ich po ramieniu – w tym momencie Jaworki podkreśla, że to fałszywe laurki. – A z drugiej strony odmawia się im talerza zupy, czy kotleta. Czyli co? Pracownicy mają zamknąć przysłowiowe gęby i robić, nie upominając się o swoje?

„Nie ufamy pani staroście”

Pracownice o pomoc poprosiły starostwo, jako organ prowadzący. – Za pierwszym razem pani starosta przeszła się po oddziale, nawet z nami nie porozmawiała. Poszła za to porozmawiać z dyrektorką, do jej gabinetu. I tyle.

Kolejną wizytę w DPS starosta złożyła tydzień temu. – I ponownie nie porozmawiała z osobami, które podpisały skargę na panią dyrektor – żalą się pracownice. – Rozmawiała z pozostałymi. I wręczyła im do podpisu jakby petycję w obronie pani dyrektor.

Na początku września odbyło się spotkanie pracowników DPS w starostwie. – Powiedziałyśmy, co nam leży na sercu. Zrobiłyśmy to w obecności kilku radnych powiatowych, których zaprosiłyśmy. Bo nie ufamy już pani staroście.

Pracownice o pomoc poprosiły też senatora Wadima Tyszkiewicza. – Wysłaliśmy do niego list. Ale nie odpisał.

Poprosiły urząd wojewódzki. – Odpisali, że sprawą niech się zajmuje starostwo.

Poprosiły Państwową Inspekcję Pracy…

Czwarty pomiar

– Dwa badania wyszły na korzyść pracowników. Zlecono trzecie, które wyszło na korzyść pani dyrektor. Doszliśmy do wniosku, że to zwykłe kombinowanie, dlatego zgłosiliśmy sprawę do inspekcji pracy – tłumaczy Jaworski.

Państwowa Inspekcja Pracy ma laboratorium w Gdańsku. – Jest akredytowane między innymi do wykonywania badań związanych z napojami i posiłkami regeneracyjnymi, do rozstrzygania, czy się należą, czy nie – tłumaczy Jerzy Łaboński, szef Państwowej Inspekcji Pracy z siedzibą w Zielonej Górze. Badania odbyły się w poprzednim tygodniu. Wyznaczone pracownice ponownie wkładały specjalistyczne maski w trakcie wykonywanych czynności. – Czekamy na wyniki ? informuje Łaboński.

Przypomnijmy, że wcześniej PIP kontrolowała już kożuchowski DPS, m.in. pod kątem traktowania pracowników przez dyrektorkę Szatkowską. Wtedy nie stwierdzono znacznych nieprawidłowości. Inspektor Łaboński zaznacza jednak, że pracownice wysyłały sygnały w zamkniętej przyłbicy, czyli anonimowo, więc inspektorzy mieli ograniczone pole do działań. Zachęca, by pracownice odważyły się zgłosić do PIP pod imionami i nazwiskami, które będą mogły zostać przekazane ich szefostwu wyłącznie po wyrażeniu pisemnej zgodny, więc nie muszą się bać.

Jesteśmy wykończone 

Jaworski podejrzewa, że w całej tej sprawie może chodzić o oszczędności. – Tylko jakie oszczędności można uzyskać, nie wydając kilku dodatkowych kotletów, czy kilku talerzy zupy? – pyta. – Przecież na terenie DPS funkcjonuje kuchnia. To wszystko można zrobić na miejscu. Ale pani dyrektor uparła się, że na miejscu nie można. Odbieramy to jako zwykły upór. Pani dyrektor powiedziała, że ewentualnie można dawać pracownikom jakiś posiłek do odgrzewania w mikrofalówce ? kwituje z oburzeniem Jaworski.

– Nam już nawet nie chodzi o jedzenie, tylko o to, że na każdym kroku jesteśmy zastraszane ? mówią pracownice. – Jest nam po prostu źle. Jesteśmy wykończone.

Dyrektorka milczy

Z dyrektorką Szatkowską próbowaliśmy się kontaktować już w sierpniu. Powiedziała nam przez telefon, że nie ma czasu. Poprosiła o przesłanie pytań mailem. „Czy widzi Pani problem? A jeśli tak, to gdzie on leży Pani zdaniem? Czy zna Pani treść skargi? A jeśli tak, to jak się Pani do niej odniesie? Jeśli Pani zdaniem w placówce rzeczywiście jest problem i konflikt na linii pracownicy-dyrekcja, to jaka jest jego geneza Pani zdaniem i jak można go rozwiązać?” – brzmiały nasze pytania, na które dyrektorka nie odpowiedziała do dziś. W środę wysłaliśmy do Szatkowskiej SMS. Zapytaliśmy, czy odpowie. Dopytaliśmy również o kwestię posiłków regeneracyjnych. Nie odpisała.

Napisz komentarz »