REKLAMA

Aktualności, Sport

Kocham grać w piłkę

Opublikowano 19 września 2021, autor: Patryk Świtek

Robert Kornalewicz (39 l.), adwokat z Zielonej Góry, jest czynnym zawodnikiem Sparty Łężyca, a także jej wiceprezesem i sponsorem. – Kopię już 24 lata i nie potrafię przestać. Po prostu kocham grać w piłkę – mówi.

Na jakiej pozycji?

Od zawsze grałem ofensywnie. Sporo bramek nastrzelałem.

Od zawsze, czyli…?

Gram od 1997 roku. W szatni jest nawet moje zdjęcie jak byłem jeszcze młody. Zaczynałem jako 15-latek.

24 lata w Sparcie Łężyca?

23, bo jeden sezon grałem w Czerwieńsku w okręgówce. Ale to był epizod. Szybko wróciłem. Jestem stąd. Moi rodzice mieszkają sto metrów od boiska.

Całe życie w jednym klubie jak…

Thomas Muller w Bayernie. Ale on tylko gra, a ja pełnię tu potrójną rolę. Jestem zawodnikiem, wiceprezesem i sponsorem. Jak brakuje pieniędzy, to zawsze dołożę ze swoich. Trochę się już tego pewnie nazbierało. Czasem jak się uśmiechnę do klientów czy znajomych, to też wspomogą klub, bo wiedzą, że się angażuję.

Grający prezes ma chyba pewne miejsce w składzie?

Zdarza się, że nie jestem wystawiany. W ostatnich kilku sezonach bywało, że grzałem ławę, bo po porostu byli lepsi i trzeba było się z tym pogodzić.

Może gdyby pan więcej grał, udałoby się wywalczyć awans do okręgówki?

Do ostatniej kolejki mieliśmy pierwsze miejsce i przegraliśmy mecz. Kargowa znała nasz wynik, grali następnego dnia. Pewnie zacierali ręce, że wygrają i wchodzą za Łężycę. W pierwszej połowie prowadzili 3:0. Już strzelały szampany. Przegrali 5:3. W ten oto sposób Pogoń Wschowa, która wygrała swój ostatni mecz, weszła do okręgówki. Straciliśmy awans w ostatniej kolejce.

Była rozpacz?

Raczej rozczarowanie. W A klasie gramy już któryś z kolei sezon i zawsze kończymy na pudle. Okręgówka od dłuższego czasu jest naszym celem. Po sezonie zrobiliśmy rewolucję. Zmieniliśmy trenera, odmłodziliśmy skład i budujemy go od nowa.

To przez młodzież dzisiaj się już pan nie przebije…

Mniej gram, ale to nie przez wiek, czy braki sportowe, po prostu często nie ma mnie na weekendy w Zielonej Górze. Ale trenuję regularnie w każdy wtorek i czwartek, żeby uczciwie wywalczyć miejsce w składzie. Jak tylko jestem dostępny, to trener mnie wystawia, ale to z uwagi na doświadczenie i umiejętności. Takiego „starego dziada” jak ja, z obyciem boiskowym, zawsze warto wpuścić.

Czyli nie tylko piłkarz, ale też menadżer. Sprzedaje pan zawodników? 

Teraz do Promienia sprzedałem mojego najlepszego napastnika Kubę Księżniaka. Za bardzo dobre pieniądze. Nie powiem ile, bo to tajemnica handlowa, ale jak na nasze realia, to mógłbym za nie kupić kilku, albo nawet kilkunastu innych zawodników.

A Pan ma z tego jakieś pieniądze?

To jest hobby. Ja po prostu kocham grać w piłkę. Mimo że lata lecą, to człowiek nie umie z tego zrezygnować. Odpukać, ale śmieję się, że mnie to chyba tylko kontuzja może ściągnąć z boiska. Przez całe życie bliscy mi powtarzali, że przyjdzie czas, że z tym skończę. Mama mówiła, że jak pójdę na studia. Ale ja studiowałem w Poznaniu i co weekend zjeżdżałem na mecze i jeszcze prezesowi w papierach pomagałem. Jak zacząłem pracę i pojawiły się pierwsze pieniądze, to zacząłem inwestować w klub. Dzisiaj nawet jakbym chciał odejść, to się nie da. To jest trochę jakbyś miał psa. Nie możesz w pewnym momencie powiedzieć nie chcę go i odprowadzić do schroniska. Nie mógłbym tak zostawić chłopaków.

Wspomniał pan Mullera, to ulubiony piłkarz?

Jestem bardziej praktykiem niż teoretykiem. Wolę grać niż oglądać mecze. Czasem pojadę na kadrę, włączę telewizor, ale nie żyję transferami i życiorysami piłkarzy. Nie mam ani ulubionego klubu, ani piłkarza. Za dzieciaka wpatrywałem się w Marco van Bastena. Ta fascynacja reprezentacją Holandii przełożyła się zresztą na to, że dzisiaj gramy w pomarańczowych strojach.

Praca przegrywa ze sportem?

Służba adwokacka jest zbyt poważna. Ale bywa, że jak mam do napisania pozew to i tak jadę na trening. Tylko, że to się wiąże później z tym, że siedzę do północy i piszę. Zdarzało się też parę razy, że kuśtykałem do sądu ze skręconą nogą.

Na sali sądowej częściej gra pan w obronie, a na boisku w ataku?

W sądzie też czasem się atakuje. Przecież w sprawach karnych możesz reprezentować pokrzywdzonego, atakując oskarżonego. W cywilnych zaś powód atakuje, a pozwany się broni. Adwokaci występują więc w różnych rolach. Na boisku podobnie. Czasem atakujesz, a czasem musisz wrócić do defensywy.

To ile pan jeszcze będzie grał?

Kiedyś powiedziałem sobie, że jak już nie będę w stanie przegonić najwolniejszego zawodnika, to kończę. Na razie się nie zanosi.

Dziękuję za rozmowę.

Napisz komentarz »