REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej!

Opublikowano 09 października 2021, autor: Patryk Świtek

Żółw nie wracał: ranki i wieczory, we łzach czekany i trwodze. Rozlały rzeki, pełne zwierza bory. I pełno zbójców na drodze…

Wanda Batóg traciła już nadzieję. Myślała, że nigdy nie zobaczy swojego, ukochanego żółwia. Dostała go w prezencie od wnuka z Kanady. Wnuczek rok temu odwiedził babcię i wpadł na pomysł, by kupić jej zwierzątko, które by o nim przypominało. Wanda nie chciała ani kota ani psa, bo ma zbyt dużo obowiązków ze schorowaną mamą. Stanęło na żółwiu, którym nie trzeba się wiele zajmować. Okazało się jednak, że i on może przysporzyć problemów.

Wanda pokochała pupila do tego stopnia, że zaczęła go zabierać na spacery do parku.

– Uwielbia jeść mlecze – opowiadała „Regionalnej” dwa tygodnie temu. I właśnie podczas jednego ze spacerów (9 września) żółw uciekł. Właścicielka położyła go na trawie w pobliżu mleczy. Przez chwilę rozmawiała z matką. Gdy się odwróciła, żółwia już nie było. Przeszukała cały park. Pomagali jej nawet postronni ludzie, ale przepadł jak kamień w wodzie. Wanda rozkleiła wokół parku ogłoszenia. Informacje o zgubie dała też do gazety. Zapowiedziała, że na znalazcę czeka nagroda. Czekała na cud…

Chcecie zobaczyć żółwia?

W zeszły piątek (1.10.) Igor Kubów, Mateusz Rogalewicz i Marcel Ziober, uczniowie trzeciej klasy Szkoły Podstawowej nr 1 w Nowej Soli, szli po lekcjach na piłkę. W pewnym momencie Igor spytał chłopaków, czy chcą zobaczyć żółwia. – Widziałem go już wcześniej w krzakach. Myśleli, że żartuję, ale im udowodniłem – opowiada 9-latek.

Weszli do parku. Igor pogrzebał chwilę w zaroślach i wyciągnął z nich żółwia. Wtedy Marcel przypomniał sobie, że widział gdzieś ogłoszenie.

– Powiedziałem chłopakom, że było napisane, że ktoś go szuka – opowiada. Ulotkę znaleźli w witrynie pobliskiego sklepu. Mateusz zadzwonił do mamy, a ta dodzwoniła się na numer podany w ogłoszeniu. Po jakimś czasie w parku zjawił się syn Wandy i odniósł żółwia do właścicielki.

– Miałam łzy w oczach. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście – opowiada Wanda.

W poniedziałek (4.10.) spotkała się z małymi bohaterami. – Nawet nie wiem, jak mam wam dziękować za waszą uczciwość. Już myślałam, że ktoś go zabrał do domu i nigdy go nie odzyskam. Dla mnie jesteście bohaterami – mówiła. Chłopcom dała obiecaną nagrodę. Wystarczyło na naprawdę porządne lody.

Luna

Igor, Mateusz i Marcel cieszyli się, że żółw jest cały. – Pewnie pił wodę z fontanny i jadł trawę. Tak udało mu się przetrwać. Miałby pewnie, co opowiadać. Ponad trzy tygodnie spędził w parku – mówią.

– Jest trochę pokiereszowany, ale skorupę ma całą. Je teraz za trzech – opowiada Wanda, która zapewnia, ze niesfornego pupila już nigdy nie spuści z oka.

Igor miał kiedyś podobnego żółwia. – Nazywał się Fanek – opowiada. Mateusz wtrąca, że niedługo też będzie miał zwierzątko. – Jak ucieknie, to będzie o tym głośno, bo rodzice zgodzili się na pająka – mówi.

Okazało się, że żółw nie ma nawet imienia. Wanda pozwoliła chłopcom go nazwać, zastrzegła jednak, że musi to być imię żeńskie, bo jej zguba jest żółwicą. – Może Luna? – zaproponował Marcel. I tak zostało.

Napisz komentarz »