REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

DPS sam potrzebuje pomocy

Opublikowano 16 października 2021, autor: Michał Szczęch

– Mamy tego serdecznie dosyć! – złoszczą się Aldona i Jarosław Witkowscy, mieszkańcy Domu Pomocy Społecznej w Kożuchowie. Skontaktowali się z naszą redakcją, by głośno opowiedzieć o problemach, między innymi o psującej się windzie, o nieszczelnych oknach, o wyżywieniu i pijanych mieszkańcach.

Jeśli ktoś przyjdzie w odwiedziny do DPS w Kożuchowie, podjęty zostanie w dużym, białym namiocie, trochę brudnym i przeciekającym. Gdy pada, ławki robią się mokre.

Namiot służy mieszkańcom DPS za palarnię. – Zimą nie da się tu wytrzymać ? skarżą się dwaj panowie na wózkach, którzy przyjechali na papierosa. Wjechać wózkiem do namiotu, to wcale nie jest taka prosta sprawa. Nie ma podjazdu, a ziemię przed wejściem pofałdowały korzenie. – Gdyby ktoś postawił wiatę, to nie byłoby takiego wstydu, bo nasz namiot, to jednak trochę wstyd ? wzdychają panowie na wózkach.

Okna i grzejniki

Ktoś, kto przyjdzie do mieszkańca DPS w Kożuchowie, może też zostać podjęty w tak zwanym „pokoju gościnnym”. Właśnie w takim pokoju umawiamy się z Aldoną i Jarosławem. Trochę tam chłodno. Nie domyka się okno. Szpara taka, że można włożyć palce.

– W DPS 90 procent okien jest nieszczelnych ? szacuje pan Jarosław. Okna zabezpieczane są taśmami klejącymi lub śrubami.

Pan Jarosław wskazuje na grzejnik. W pokoju gościnnym jest żeliwny, starego typu, więc dłużej trzyma ciepło. – Ale w naszych pokojach i na korytarzach grzejniki przeważnie są blaszane i małe ? dodaje. – Zimą w wielu pokojach jest zimno.

Latem, gdy za oknem upał, w DPS też trudno wytrzymać. – Kilka razy straciłam przytomność ? skarży się pani Aldona. – Siedziałam na krześle i nagle się osunęłam.

Klimatyzacja

Na jednym z zebrań pani Aldona poprosiła z mężem o rozważenie montażu klimatyzacji. I zostali wyśmiani. Bo kto to widział, żeby mieszkaniec DPS prosił o klimatyzację! Fanaberia! Tymczasem latem u Witkowskich w pokoju zmierzono temperaturę. – Wyszło 36 stopni.

Kąpiele

Gdy opiekunki namydlą głowę i ciało podopiecznych, to później mają problem, żeby spłukać. Wodę trzeba długo spuszczać, żeby przestał lecieć wrzątek. To marnotrawstwo pieniędzy i czasu. Gdy mieszkańcy i pracownicy zwracają uwagę kierownictwu, słyszą, że rury są stare.

Wyżywienie 

Dzień państwo Witkowscy zaczynają śniadaniem, później jest obiad, kolacja. Posiłki wyznaczają rytm dnia. Na ich smak Witkowscy nie narzekają. Raz jest lepiej, raz gorzej. Nie zawsze wszystko każdemu pasuje. Wiadomo. – Upokarzające jest to, że na talerzu wszystko jest wyliczone ? skarżą się.

Państwo Witkowscy nadmieniają, że po ostatnich, krytycznych publikacjach w Regionalnej o kożuchowskim DPS, z jedzeniem jakby się poprawiło. – Dostaliśmy po dwa kawałki kurczaka!

W DPS mieszkają ludzie starsi, chorzy. Są trzy diety. „Więc czego ten Witkowski się czepia?” – ktoś zapyta. – Oglądałem w telewizji program dokumentalny o więźniach ? mówi pan Jarosław. – Tam mają prawie 50 różnych diet!

Telewizja 

Atrakcją w DPS jest na przykład seans telewizyjny. Telewizory mieszkańcy mają w pokojach. – Ale co to za atrakcja, gdy do wyboru jest raptem kilka kanałów z naziemnej, albo jeden? ? pyta pani Aldona. – Bywa, że coś się psuje i nie ma żadnego kanału. Wtedy człowiek leży i patrzy się w sufit.

Pani Aldona nie o siebie się martwi. Z mężem mają prywatną satelitę. Chodzi jej o pozostałych mieszkańców, a zwłaszcza o tych, którzy głównie leżą. – Dla nich telewizor, to jakby… okno na świat.

Mieszkańcy, którzy piją

Telewizor może działać odstresowująco. – Stresujący bywają mieszkańcy, którzy piją. Boimy się ich ? mówi pan Jarosław. – Bo napije się taki jeden czy drugi, a później zaczyna szaleć. Szarpie, wyzywa. Gdy wyzwie panią dyrektor, to dostaje karę. Trafia na inny oddział. Później wraca i robi to samo. Pije, szaleje… Dlaczego nikt nad tym nie panuje? Pani dyrektor niedawno nam powiedziała, że sąsiada się nie wybiera. Że przecież to chorzy ludzie. A my chcielibyśmy tylko odrobinę spokoju.

Winda

Najpoważniejszym problemem jest winda. Często się psuje, zacina. – Jechałam z parteru na piętro, winda się zacięła i ugrzęzłam – opowiada pani Aldona. – Był upał, zrobiło mi się słabo. Przynieśli szklankę pod drzwi, wsunęli słomkę przez szparę, żebym mogła się napić.

W windzie pani Aldona ugrzęzła już kilka razy. Bywało też tak, że grzęzła na parterze, nie mogła się dostać do swojego pokoju na piętro, bo winda nie działała. Podobnych przypadków z innymi mieszkańcami było więcej. – Jechała na przykład grupa kilku osób. Ugrzęźli. Myśleli, że się uduszą.

Pracownice DPS boją się jeździć windą, zwłaszcza w nocy. Najczęściej do windy wkładają tylko sprzęt, wciskają odpowiedni guzik, a same wybierają drogę na piechotę, schodami.

Na pomoc często trzeba czekać nawet godzinę. Bo do naprawy musi przyjechać specjalistyczna firma. Witkowscy się śmieją gorzko, że pracownik tej firmy mógłby zamieszkać na przykład w pokoju gościnnym, skoro winda psuje się często, bywa, że niemal codziennie. – Co, gdyby na przykład wybuchł pożar? – pyta pan Jarosław. – W jaki sposób nas ewakuują przy niesprawnej windzie? Może wyrzucą przez okna?

I tyle ich widzieliśmy

Wielu mieszkańców DPS jest bardzo schorowanych. Sporo osób ma problemy psychiczne. Oni raczej się nie poskarżą. – Są też tacy, którzy się nie poskarżą ze strachu – mówią Witkowscy. – Albo tacy, którzy myślą, że dyrekcja i starostwo dają im to wszystko z jakiejś łaski, że mogą zabrać. A przecież na nasz pobyt zrzucamy się my i wszyscy obywatele, którzy płacą podatki. Czy nam naprawdę nie należy się coś więcej? Czy my naprawdę nie możemy głośno upominać się o poprawę warunków? – w tym momencie Witkowscy mówią, że czują się trochę jak śmieci, takie nic. – Niedawno rozmawialiśmy z radnymi powiatowymi. Oni do nas, że pierwsze słyszą o naszych problemach. Ale jak mieli słyszeć, skoro od lat do nas nie zaglądali? A przecież DPS podlega starostwu! W czasie wyborów jest u nas punkt wyborczy, można wrzucić kartę do urny. Mimo tego, kandydaci na radnych do nas nie przychodzą. Leżą tylko ulotki. Starości, dawniej, zanim wybuchła afera z pracownicami, jeśli przychodzili, to tylko na różne występy, w święta. Pokazali się i poszli. I tyle ich widzieliśmy.

Na co idą pieniądze?  

Koszty utrzymania w DPS ponosi mieszkaniec domu (ale w wysokości nieprzekraczającej siedemdziesięciu procent jego dochodu), a także rodzina (jeśli jej dochód nie jest za niski) i gmina. W przypadku osób bezdomnych koszty w całości najczęściej ponosi gmina.

W lubuskiem cena za miejsce w DPS waha się od blisko 4 tys. zł do 5 tys. zł miesięcznie. W pozostałych województwach widełki cenowe są na podobnym poziomie. W zależności od zasięgu działania danego DPS stawkę ustala wójt (lub burmistrz bądź prezydent miasta), starosta albo marszałek województwa. DPS w Kożuchowie podlega starostwu, więc cenę ustala starosta, ale na podstawie algorytmu wyznaczonego przez wojewodę.

Pobyt w DPS w Kożuchowie kosztuje ponad 4,5 tys. zł miesięcznie od osoby. – Na co idą te pieniądze? – pytają Witkowscy. – Mówimy o problemach i od lat za każdym razem słyszymy odpowiedź: „Nie ma pieniędzy!”.

Co zobaczyli radni?

Sprawę DPS w Kożuchowie badają radni powiatowi z komisji skarg, wniosków i petycji – Andrzej Ziarek, Mariusz Stokłosa i Krzysztof Galerczyk. Najpierw wpłynęła do nich skarga od pracownic DPS (o sprawie pisaliśmy na naszych łamach kilkukrotnie). Później wpłynęła skarga od mieszkańców. W trakcie niedawnej sesji rady powiatu radni ze wspomnianej komisji informowali, że zaplanowali spotkanie z mieszkańcami. Co z niego wynikło?

– Rzeczywiście, jako komisja jesteśmy zaniepokojeni, swoje stanowisko przedstawimy w trakcie najbliższej sesji – komentuje radny Galerczyk. Z DPS wyszedł przygnębiony. – Widać, że DPS jest od lat niedofinansowany przez starostwo, że brakuje tam inwestycji – punktuje Galerczyk. – Przecież powiatem od lat rządzi ta sama ekipa – wypomina, na myśli mając ludzi z dawnego obozu Wadimowców, którzy dziś są pod szyldem Milewskiego.

Będzie plan inwestycyjny

Sylwia Wojtasik, radna i członkini zarządu powiatu, ostatnio często zagląda do DPS. – Rzeczywiście, potrzeb jest tam mnóstwo, ale trzeba pamiętać, że powiat ma pod sobą wiele placówek, choćby dom dziecka, szpital. I wszędzie potrzeby są ogromne – zaznacza Wojtasik. – Planujemy z panią dyrektor DPS budowę wiaty w miejsce namiotu. Poszły już zapytania do darczyńców o możliwość wsparcia. Nadleśnictwo obiecało drewno. Ogłosiliśmy też przetarg na remont dachu. Niestety, nikt się nie zgłosił. Przetarg ogłosimy jeszcze raz. Chcemy zrobić plan inwestycyjny, rozmawiamy z urzędem marszałkowskim, rozmawiamy z ROPS o ewentualnych formach dofinansowań. Pytałam panią dyrektor, co jest najpilniejszą potrzebą. Owszem, narzekała na okna, ale powiedziała, że najpilniejszą potrzebą jest wymiana kanalizacji, bo często są problemy, zapycha się. Szukamy pieniędzy z zewnątrz.

Wojtasik wie, że winda się psuje. – Pytałam panią dyrektor o tę windę, powiedziała, że problem jest już rozwiązany – zapewnia radna. Wie też, że w pokojach bywa zimno. Potrzeb jest mnóstwo, nawarstwiały się przez lata. Dlaczego starostwo nie inwestowało w DPS? – pytamy. – Inwestowało – twierdzi Wojtasik. – Na przykład w zeszłym roku było malowanie.

Radna podkreśla, że problemy potęguje fakt, że DPS znajduje się w zabytkowym, ogromnym budynku.

My się nie boimy 

Aldona i Jarosław Witkowscy nie boją się mówić głośno o problemach. Nie boją się podać nazwiska do gazety. Nie boją się zapozować do zdjęcia. Mówią, że są zdesperowani.

– Pokonałam guza mózgu, a teraz miałabym się bać pani dyrektor albo pani starosty? – dziwi się pani Aldona. – Miałam ciężkie życie – opowiada. – Pochodzę z Niedoradza w gminie Otyń. Jak zdałam maturę, to zaczęłam pracę w Zielonej Górze. Byłam starszą księgową, inspektorem do spraw księgowości, specjalistką do spraw finansowych, a później fakturzystką w Niedoradzu i salową na izbie przyjęć w pogotowiu. Przerwałam pracę, bo musiałam się zająć chora mamą. Mama umarła, bezrobocie było wtedy ogromne, więc, żeby przeżyć, zbierałam truskawki, ziemniaki i grzyby. Dorabiałam na wykopaliskach w Niedoradzu. Pracowałam na kuchni w Drzonkowie. Pomagały mi koleżanki. Jedna załatwiła pracę we Włoszech, przy osobach starszych. Tam pewnego dnia nie mogłam założyć klapka na stopę i tak się zaczęło – pani Aldona wróciła do Polski. Zdiagnozowali guza mózgu. Po operacji stanęła przy chodziku. Później usiadła na wózku. 10 lat temu gmina Otyń skierowała ją do DPS.

Pan Jarosław urodził się z porażeniem mózgowym, czterokończynowym. Starsi mieszkańcy Kożuchowa być może pamiętają, jak ojciec wszędzie go nosił, bo mały Jarek miał tak silne przykurcza, że w zasadzie nie był w stanie poruszać rękami i nogami. Pomogła bolesna, wieloletnia rehabilitacja w specjalistycznym ośrodku. W wieku 17 lat Jarosław zamieszkał w DPS w Lubsku. Tak zadecydował. Po latach przeniósł się do Kożuchowa, żeby być bliżej rodziny. Tu poznał panią Aldonę. W DPS wzięli ślub. Dziś razem walczą o poprawę warunków, nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla pozostałych mieszkańców, dla pracowników. W duecie łatwiej jest walczyć i znosić niedogodności. – Na szczęście mąż raczej nie jada śniadań, więc porcję chleba przesuwa na kolację ? mówi pani Aldona. – Niekiedy oddam swoje kromki i wtedy porządnie się naje.

Napisz komentarz »