REKLAMA

Kultura, Oświata

Nie wierzą, że coś osiągną dzięki szkole

Opublikowano 29 października 2021, autor: Michał Szczęch

Jaką szansę na znalezienie pracy mają absolwenci nowosolskich techników i szkół zawodowych? Dlaczego wielu uczniów źle wybiera kierunki kształcenia?

Starostwo zamówiło diagnozę stanu edukacji w powiecie nowosolskim. Wykonała ją Joanna Frątczak-Müller, dr socjologii na Uniwersytecie Zielonogórskim. Raport liczy 140 stron. Porusza wiele wątków. Kilka z nich doktor Frątczak-Müller zaprezentowała we wtorek w starostwie, w trakcie wspólnego posiedzenia komisji rady powiatu. W spotkaniu uczestniczyły władze powiatu, radni i dyrektorzy powiatowych szkół.

Za dużo hotelarzy

Raport pokazał plusy i minusy nowosolskiego szkolnictwa ponadpodstawowego. – Wasi uczniowie najczęściej wybierają daną szkołę, bo jest blisko. Nie wybierają pod kątem przyszłej pracy ? zwróciła uwagę ekspertka.

Owszem, oferta edukacyjna dostosowana jest do lokalnego rynku pracy. Ale nie brakuje kierunków kształcących w zawodach nadwyżkowych. Chodzi między innymi o przyszłych pracowników biur, hoteli, salonów fryzjerskich. – Z takich obszarów mogą się pojawić bezrobotni, bo już jest nadwyżka tak wykształconych osób lub wkrótce będzie ? przestrzegała Frątczak-Müller. Zwróciła też uwagę na zawody deficytowe. To między innymi mechanicy i piekarze.

Nie wierzą, że coś osiągną 

Ekspertka pochwaliła starostwo za pozyskiwanie pieniędzy unijnych na szkoły, za inwestowanie ich w Elektryk i LO. – Tam jest wysoki standard, jest nowocześnie ? komplementowała. Niestety, pozostałe szkoły ponadpodstawowe są niedoinwestowane.

Z przeprowadzonych badań wynika, że uczniowie narzekają na brak miejsc, w których mogliby zagospodarować czas wolny. Z transportem do szkół też nie jest najlepiej. Mimo to, szkoły ponadpodstawowe mają wysoką skuteczność, jeśli chodzi o pozyskiwanie absolwentów podstawówek z Nowej Soli i gmin ościennych. Tylko 17 proc. takich absolwentów kształci się poza Nową Solą, na przykład w Zielonej Górze.

– Uczniowie wybierają miejscowe szkoły, a jednocześnie są przekonani o tym, że niewiele osiągną dzięki tym szkołom ? przestrzegła Frątczak-Müller. – Szkoły za mało się chwalą sukcesami, a tych przecież nie brakuje ? dodała.

Chyba najpoważniejszym problemem jest niska efektywność doradztwa zawodowego. Zazwyczaj uczniowie wybierają kierunki nieświadomie, w sposób nieprzemyślany.

Owszem, kadra nauczycielska ma wysokie kwalifikacje. Problem w tym, że nauczyciele się starzeją, że ponad 40 proc. jest tuż przed emeryturą.

O dobrej kadrze w CKZiU i LO świadczyć mogą dobre wyniki egzaminów. W LO w całym badanym okresie (lata 2015-2020) wyniki były wyższe od średniej ogólnopolskiej.

Matematyka najważniejsza 

Po prezentacji raportu, o szkolnictwie na poziomie średnim i zawodowym dyskutowali radni i dyrektorzy szkół podlegających starostwu.

– Nasza forma kształcenia wymaga dwóch podstaw – mówił Grzegorz Königsberg, dyrektor Elektryka. Pierwsza? – To matematyka. Brak dobrego przygotowania matematycznego wśród uczniów utrudnia naukę w oferowanych przez nas kierunkach – poinformował Königsberg.

– Jako polonistka, chciałabym powiedzieć, że najważniejszym przedmiotem w szkole jest matematyka ? zgodziła się Aleksandra Grządko, dyrektorka LO.

Druga podstawa, przywołana przez Königsberga? Doradztwo zawodowe, które w szkołach podstawowych jest na kiepskim poziomie.

Złe wybory

Brak odpowiedniego doradztwa często skutkuje złymi wyborami młodych ludzi. Daniel Lesiewicz, dyrektor Nitek, zauważył, że uczniowie przy wyborze szkoły ponadpodstawowej nie zawsze sugerują się kierunkiem kształcenia, czyli profilem. Ważniejsze jest umiejscowienie placówki, koledzy itp. To błąd.

– Uczniom wydaje się, że kierunek „technik informatyk”, to gry komputerowe. A to zupełnie coś innego. Uczniowie są nieprzygotowani, są zbyt słabi na dany kierunek. Później nie przystępują nawet do egzaminów ? alarmował Königsberg.

Jarosław Suski, przewodniczący rady, jest dyrektorem podstawówki w Otyniu. Jego zdaniem doradztwo zawodowe powinno obejmować uczniów już w klasie 5, a nie dopiero w 7-8.

– To nie powinny być przypadkowe zajęcia, należałoby stworzyć cykliczne warsztaty ? ocenił radny Andrzej Żuberek, nieetatowy członek zarządu powiatu, nawiązując do zajęć z doradztwa zawodowego.

– Problem w tym, że w podstawówkach cel jest zupełnie inny ? powiedziała Grządko. – Kształcą uczniów niestety do egzaminu, który rankinguje te szkoły ? Grządko zwróciła uwagę, że podstawówki nie skupiają się w wystarczającym stopniu na wyborach uczniów co do dalszego kształcenia i późniejszego życia zawodowego.

Brakuje szwaczek

Dyrektor Königsberg zwrócił uwagę na problemy z praktykami dla uczniów takich kierunków w technikum i szkole zawodowej, jak mechatronik i elektryk. – Bo jaka firma przyjmie na praktyki na przykład 20 przyszłych elektryków, albo nawet 10? Jaka firma przyjmie 14-latków? – pytał dyrektor CKZiU.

Problemem są też kierunki, które kształcą przyszłych pracowników biur, hoteli, salonów fryzjerskich. W tych branżach jest przesyt, takie kierunki wypuszczają na rynek pracy przyszłych bezrobotnych, na co wcześniej zwróciła już uwagę Frątczak-Müller.

Radna Bogumiła Gramza prowadzi firmę. Z innymi lubuskimi przedsiębiorcami dokonała podobnej diagnozy, co powiat nowosolski, ale wcześniej i dla większego obszaru. – Też doszliśmy do wniosku, że efektywność doradztwa zawodowego w szkołach jest za niska, że słaba jest współpraca ze szkołami ? poinformowała Gramza. Radna ma szwalnię. – Brakuje szwaczek. To idealny kierunek do wprowadzenia ? zasugerowała władzom powiatu i dyrektorom.

Jeśli chodzi o praktyki, w trudnym położeniu jest kożuchowska „piątka”. – Rynek w Kożuchowie dla pracowników młodocianych jest ograniczony ? oceniła dyrektorka Irena Szwarc.

System jest zły

– My chcemy kształcić uczniów w firmach, ale firmy nie chcą kształcić uczniów ? kontynuował Königsberg. Przywołał przykład uczniów technikum o profilu informatycznym. – Firmy nie przyjmą ich na praktyki, bo wszystko jest tajne, a oni są nieletni.

– Trzeba zmienić mentalność pracodawców ? zaapelował dyrektor Lesiewicz.

– Może gdyby pracodawcy od wykształcenia ucznia dostawali jakieś wynagrodzenie, na przykład odpis od podatku, może wtedy byłoby inaczej? Ale to trzeba rozwiązać systemowo ? zwrócił uwagę Königsberg. – Dziś to dyrektor szkoły musi szukać, starać się, dogadywać z prezesami firm. Bo system nie działa.

– U Niemców odpowiedzialne są za to firmy ? wtrącił Lesiewicz.

– My dochodzimy dopiero do tego, co u Niemców było już 40 lat temu ? skwitowała na smutno radna Gramza.

Napisz komentarz »