REKLAMA

Polityka

Mejza pod ostrzałem. Żerował na chorych?

Opublikowano 04 grudnia 2021, autor: Patryk Świtek

Do prokuratury wpłynęły już trzy doniesienia na Łukasza Mejzę, wiceministra w rządzie PiS. Lewica chce, by śledczy sprawdzili, czy oszukiwał chorych i fałszował podpisy. Zarząd Województwa Lubuskiego, czy zarabiał pieniądze na lipnych szkoleniach.

Ł. Mejza zwykł mówić, że jest Frankiem Underwoodem lubuskiej polityki. To bohater serialu „Domek z kart”, grany przez Kevina Space. Kiedyś wydawało się, że to porównanie na wyrost, bo F. Underwood był w stanie posunąć się do wszystkiego, żeby utrzymać się przy władzy. Ostanie doniesienia medialne wskazują, że Ł. Mejza nieprzypadkowo wybrał ten wzór. Wirtualna Polska napisała ostatnio, że firma Mejzy obiecywała leczyć chorych na raka i stwardnienie rozsiane, a także Alzheimera czy Parkinsona. Ponoć sam Mejza miał przekonywać rodziców chorych dzieci, że wyleczy je terapią, którą reklamuje jego firma. Cena za tę usługę wynosiła  80 tys. dolarów. WP zaznaczyła, że metoda, którą proponował nie ma medycznego potwierdzenia. Minister wszystkiemu zaprzeczył. W oświadczeniu twierdził, że żadna faktura nie została wystawiona, i że z nikim się nie spotykał. W TVN wystąpiła jednak kobieta, która twierdzi coś innego. Mejza zapowiedział, że pójdzie do sądu z portalem. Publikacje nazwał atakiem.  „Ukazanie się tych artykułów wiążę z faktem, iż w krótkim czasie przed ich opublikowaniem odrzuciłem propozycje opuszczenia obozu rządowego i przejścia do opozycji.” – napisał.

Lewica zawiadamia dwa razy

Anita Kucharska-Dziedzic, posłanka Lewicy, jako pierwsza odważyła się złożyć doniesienie do prokuratury. Chce, by śledczy sprawdzili, czy faktycznie „żerował na chorych”.

– Jeszcze do nas nie dotarło, ale wiemy, że posłanka wysłała je pocztą z Warszawy – mówi Ewa Antonowicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.

We wtorek (30.11.) kolejne doniesienie A. Kucharska-Dziedzic złożyła do prokuratury w Warszawie. – Tym razem chodzi o sfałszowane podpisy – tłumaczy. Swoje zawiadomienie oparła o wpis Roberta Gwiazdowskiego, który współpracował z Mejzą jako przedstawicielem Bezpartyjnych Samorządowców, podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego. „Osobiście coś mu jednak zawdzięczam. Sfałszowane podpisy w okręgach, w których to on je zbierał, uniemożliwiły nam zarejestrowanie list wyborczych w całym kraju” – napisał Gwiazdowski.

W środę (1.12.) A. Kucharska-Dziedzic o Mejzie mówiła w sejmie. – To jest hańba, że polski sejm będzie obradował w towarzystwie człowieka podejrzanego o straszne rzeczy. O żerowanie na osobach chorych, umierających, niepełnosprawnych, bez wyjaśnienia i przedstawienia posłom informacji, czy te przedstawione przez media zajścia miały miejsce – mówiła. Wnioskowała o odroczenie obrad.

– „Oczywiście cały lubuski PiS zagłosował przeciw, łącznie z Łukaszem Mejzą (bez zdziwienia, że głosował we własnej sprawie, prawda?) – napisała na Facebooku. 

Marszałek też donosi

Osobne zawiadomienie złożył także Zarząd Województwa Lubuskiego. Po tym jak WP zaczęła publikować rewelacje na temat Mejzy, marszałek Elżbieta Polak, przypomniała sobie, że jego firma dostała pieniądze unijne na przeprowadzenie szkoleń. Chodziło o „Lubuskie Bony Rozwojowe w subregionie zielonogórskim ? edycja II”.

Odpowiedzialna za podział tych pieniędzy była Agencja Rozwoju Regionalnego. Marszałek zleciła kontrolę Europejskiemu Funduszowi Społecznemu (EFS).

– Odbywało się to tak, że firmy dostawały bony na szkolenia i jako realizatora usługi wskazywały firmę Mejzy. Kontrola dotyczy tego, czy on tę usługę wykonał i czy one miały prawo przekazać mu te bony – mówi nam zorientowana osoba, która chce zachować anonimowość.

Szacuje się, że w ten sposób do firmy Mejzy popłynęło ok. 1 mln zł. Wstępne wyniki już opublikowano. Okazało się, że ARR nie ma materiałów pokazujących jak wyglądały wszystkie szkolenia. Nie można więc zweryfikować, czy usługa była adekwatna do kosztów. Nie można też potwierdzić uczestnictwa w szkoleniach 18 osób. Niektóre prowadzono online. Wątpliwości budzi m.in. to, że ich uczestnicy logowali się w nocy, albo logowanie zaczynało się jednego dnia, a kończyło kolejnego. Niektóre moduły szkolenia realizowano też w krótszym czasie niż przewidziano w usłudze. ARR oświadczyło, że firma Mejzy rozliczyła się z 664 tys. zł i prosi aby „nie ferować wyroków do czasu zakończenia kontroli”. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, do ARR we wtorek (30.11.) zawitali agenci CBA.

Napisz komentarz »