REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Uratujmy serce małej Mai

Opublikowano 18 grudnia 2021, autor: Michał Szczęch

Serce dwuletniej Mai Michockiej z Bycza pod Bytomiem Odrzańskim niemal prześwituje przez skórę. Angelika i Daniel, jej rodzice, boją się, że pęknie. Przecież nie może rosnąć w nieskończoność. Wystarczy przyłożyć dłoń, by wyczuć jakby drapanie. To znak, że serce pracuje z wielkim trudem. Ratunek? Operacja za oceanem. Jej koszt to miliony złotych. Maja zdana jest na Waszą pomoc.

Na początku, jak Maja była jeszcze u mamy w brzuchu, to rokowania były kiepskie. Od razu po porodzie miała mieć operację serca. Wtedy Angelika i Daniel usłyszeli po raz pierwszy, że ich córeczka może umrzeć. A Maja, gdy się urodziła, udowodniła po raz pierwszy, jak wielką ma w sobie wolę życia.

– Na świat przyszła z wyciągnięta do przodu piąstką, jak Supermen ? wspomina Angelika. – Mimo wady serca, już po dwóch tygodniach mogliśmy ją zabrać do domu.

Po trzech miesiącach lekarze zrobili badania kontrolne i powiedzieli, że żadna operacja prawdopodobnie nie będzie potrzebna.

Minęły kolejne trzy miesiące. Maja przestała jeść i pić. Wtedy okazało się, że jednak trzeba ją leczyć.

– Jedną operację byliśmy w stanie znieść ? Angelika wspomina, jak z Danielem pocieszali się, mówiąc „Boże, no trudno, będzie dobrze”. Pamięta też, jak płakała w szpitalu. – Podszedł pan doktor – opowiada. – Pocieszał, że to łatwy zabieg… A teraz lekarze mówią nam, że nigdy nie widzieli takiego przypadku, że nie pamiętają drugiego pacjenta z tak skomplikowanym sercem.

*

Teraz Maja biega po pokoju i śpiewa. – Mama, dzieci ? powtarza. Chwyta za mazaki, za farbki, za pędzelek. – Domek ? krzyczy uśmiechnięta i pokazuje na kartkę. – Jestem duża ? chwali się i staje wyprostowana jak struna. A po chwili tańczy.

„No gdzie to dziecko jest chore?” – dziwią się ludzie. Bo trzeba spojrzeć na Maję na przykład przez aparat do echo serca. Albo przez specjalne cewniki. Miesiąc temu lekarz wprowadził przez tętnicę taki cewnik. To było ogromne ryzyko, bo Maja ma trąbofilię, więc wzrasta ryzyko zakrzepów. Lekarz obejrzał serce dziewczynki od środka. Powiedział, że nie jest w stanie tego ruszyć.

Ludzie nie widzą Mai, gdy się zaczyna męczyć i pocić. Nie wiedzą, że po zdjęciu koszulki można zobaczyć, jak jej serce niemal prześwituje przez skórę. Jest tak duże. Angelika i Daniel boją się, że w końcu pęknie. Przecież nie może rosnąć w nieskończoność. Wygląda jakby zaraz miało przebić klatkę piersiową i wyskoczyć. Wystarczy przyłożyć dłoń, by wyczuć szmery, takie jakby drapanie. To znak, że serce Mai pracuje z wielkim trudem. Coraz większym.

*

Maja chciałaby do dzieci. Nie może. Ma za słabą odporność. Żyje jakby pod kloszem. Dzieci są w szpitalu, dlatego, mimo wszystko, chętnie tam jeździ. Patrzy na szpital właśnie przez pryzmat dzieci. Angelika i Daniel patrzą zupełnie inaczej. – Dla nas to jest dramat, bo my widzimy tam cierpienie naszej córki.

Angelika ma 22 lata, Daniel 27. Kiedyś marzyli o budowie domu. Dziś to szpital jest ich nowym domem. – Bywa, że spędzamy tam z córką dwa miesiące, a bywa, że nawet cztery. Mijamy tam rodziców takich jak my, którzy walczą o życie swoich dzieci. Ci ludzie nas rozumieją. Pomagają.

Angelika czuwa przy Mai dzień i noc, na krześle. A ktoś robi jej pranie. Ktoś przytula. Ktoś właśnie przyniósł obiad. – W ten sposób nawzajem sobie pomagamy, bo jesteśmy zdani na siebie, zwłaszcza w czasach pandemii, gdy odwiedziny w szpitalu są wstrzymane, więc nikt z rodziny nie przyjdzie.

Przy okazji kolejnych wizyt w szpitalu Angelika dowiedziała się bardzo dużo o sobie i ludziach. Na przykład, że granicę, przy przekraczaniu której wydaje się, że więcej nie jesteśmy już w stanie znieść, można wiele razy przesuwać, ale nie w nieskończoność. – Kilka razy chciałam się poddać. Mówiłam sobie samej, że ja już nie dam rady. A mimo to my dalej walczymy. Może Bóg wiedział, komu ma dać chore dziecko? Może gdyby Maja urodziła się w innej rodzinie, to dziś by już jej nie było na świecie?

*

Był taki moment, gdy Angelika i Daniel żegnali się z Mają, myśleli, że już ostatecznie. Angelika wspomina ten dzień, jeden z kilku, gdy jej córka prawie umarła. Wzięła ją wtedy na ręce, przytuliła. – Powiedziałam „Córeczko, jak już nie masz siły, jak już nie dajesz rady, to nas po prostu zostaw, poddaj się, nie walcz”. Tak mówiłam, bo nie mogłam patrzyć na jej cierpienie.

Ale Maja już kilka godzin po tym jak prawie umarła, zaczęła sama oddychać. Już po 24 godzinach wróciła z intensywnej terapii na kardiochirurgię. Nawet lekarze płakali i mówili, że to dziecko ma więcej woli życia, niż szczęścia.

W dwa lata Maja stoczyła kilka walk o życie. Do dziś przeszła cztery operacje serca i trzy zabiegi kardiochirurgiczne.

– Po każdej operacji było tylko gorzej ? w tym momencie Angelika zaznacza, że lekarze, owszem, robili co mogli, naprawiali jedną część serduszka jej córki, ale zaraz psuła się następna. Maja ma też chorobę krwi. Pojawiają się problemy z wątrobą, z płucami.

Rok temu Maja próbowała obrócić się na bok, ale połowa jej ciała pozostała w bezwładzie. – Zawołałam lekarza ? wspomina Angelika. – Kazał czekać. Wszystko wróciło do normy. Ale po kolejnej operacji serduszka znowu pojawił się bezwład. To był udar. Stąd u Mai zaburzenia równowagi i tak poważna wada wzroku.

*

W idealnym świecie powinno być tak, że wszystkie dzieci są zdrowe. A w tym trochę gorszym od idealnego powinno być tak, że skoro istnieje szansa, by chorobę dziecka pokonać, to leczenie jest zupełnie darmowe. Niestety, nie żyjemy w idealnym świecie. Serce Mai działa tylko w 40 procentach. Bije dzięki rozrusznikowi. Ratunek, to operacja za oceanem, w Bostonie albo w Stanford. Koszt operacji w USA lekarze szacują na kilka milionów złotych.

Angelika zajmuje się dzieckiem. Nie może podjąć pracy. Daniel wraca z jednej i gna do następnej. Ale choćby pracował nawet dzień i noc, bez wytchnienia, to nie zarobi milionów.

By zebrać tak astronomiczną kwotę, potrzebna jest pomoc wszystkich ludzi. Ruszyła akcja z nakrętkami. Wkrótce ma ruszyć zbiórka złomu. W pomoc włączyli się uczniowie z okolicznych szkół. Tydzień temu odbył się pierwszy kiermasz pod kościołem w Bytomiu Odrzańskim. W niedzielę (19.12) odbędzie się następny ( w godz. od 10 do 18). Trwają aukcje i licytacje w internecie. Można przysyłać fanty. Można w internecie klikać w specjalny kwadracik. Tylko dzięki takiemu klikaniu uzbierało się do tej pory blisko 600 złotych. To niewidoczna kropla w morzu potrzeb. Najprostszym sposobem, by pomóc, jest wejście na stronę https://www.siepomaga.pl/maja-michocka i wpłacenie pieniędzy.

Pieniądze trzeba zebrać w dwa miesiące. Jeśli się nie uda, Maja prawdopodobnie umrze. Na dalszą walkę po prostu nie wystarczy jej sił i woli życia.

RAMKA

Jak pomóc Mai?

* Wpłata na zbiórkę dla Mai: https://www.siepomaga.pl/maja-michocka

* Codziennie klikanie w zielony kwadracik, każdy odsłonięty obrazek to 0.10 gr dla Mai (link na naszej stronie na Facebooku)

* Zbieranie korków – teren Nowej Soli, kontakt na FB z mamą, czyli Angeliką Pawlak lub z tatą, czyli Danielem Michockim

* Wszelkie informacje są też na grupie licytacyjnej na Facebooku. Adres: https://www.facebook.com/groups/387970809674879/

* Można wysłać SMS na Maję. Numer: 72365, treść: 0089508, koszt 2,46 zł brutto

* Można też przekazać 1 proc. podatku. Numer KRS: 0000396361, cel szczegółowy: 0089508

* Kiermasz świąteczno-charytatywny dla Mai odbędzie się 19.12, w niedzielę, przy kościele w Bytomiu Odrzańskim (ul. dworcowa , w bramie Fundacji FALA (stary komisariat policji).

Napisz komentarz »